Michał Rembas w opracowaniu naszych wycieczek/na podstawie tekstu z GW
Wiadukty dziwolągi, prawdziwa obraza sztuki inżynierskiej, stoją w Puszczy Bukowej pod Szczecinem.

 

Image
fot.n_w

 

Dojazd: Z dzielnicy Szczecina Podjuchy ulicą Smoczą jedziemy na południe w stronę Kołowa. Za miastem przecinamy autostradę, skręcamy w pierwszą drogę w prawo i po kilkuset metrach brukowanej drogi mijamy po lewej stronie wojskową strzelnicę. Jeszcze 300 m, mosty po prawej stronie.

Image

Stoją tak, ni w pięć, ni w dziewięć, nie komponując się z żadną drogą czy szlakiem. Jeśli im się dokładnie przyjrzeć, okazuje się, że trzy mosty wybudowane w odległości ok. 100 m jeden od drugiego jeszcze "za Niemca", nie mają żadnego sensu. W jednym - każdy filar ma inny kształt: okrągły, czworokątny, ośmiokątny. W drugim - z jednej strony konstrukcja jest betonowa, z drugiej ceglana. Nawet poziomy się nie zgadzają. Zdaniem zaprzyjaźnionego inżyniera jeden z mostów, łukowy, wygląda jak model większego obiektu w pomniejszonej skali. I po co w jednym z filarów betonowa osłona chroniąca przed lodem, skoro nie ma tu nawet strumyka?

Miejscowi latami zachodzili w głowę: czemu służyły? Śmiałych hipotez nie brakowało. Nieżyjący już wybitny szczeciński krajoznawca Jerzy Lipniacki sądził, że jeździła nimi kolejka wożąca urobek kopalni kredy. Ale do kopalni jest kawał drogi. Miejscowy leśnik tłumaczył mi, że była to trasa do nauki jazdy. Inni uważali, że są to elementy projektowanego zjazdu z pobliskiej autostrady. Mówiono nawet, że postawiono je po to, żeby robotnicom z obozu pracy było wygodniej chodzić do fabryki w Szczecinie.
Okazuje się, że to, co niezrozumiałe dla inżynierów, oczywiste jest dla saperów. Wyjaśnienie zagadki tkwi w niewielkich otworach umieszczonych ukośnymi rzędami w filarach. - Ogródek saperski, bez dwóch zdań. I to sensacyjny - opowiada mi Piotr Piwowarczyk, były saper. - Podczas służby widziałem parę polskich, ale z porównaniu z tym to była tandeta. Piwowarczyk tłumaczy, że sposób rozmieszczenia otworów dokładnie odpowiada sposobowi zakładania ładunków podczas wysadzania mostów. Chodziło o to, aby filar przecięty wybuchem po przekątnej obsunął się, zostawiając ostry szpikulec. Z tak wysadzonym mostem nic już nie można zrobić, trzeba budować nowy. Niemieccy saperzy, którzy do 1945 r. stacjonowali w szczecińskiej dzielnicy Poduchy, uczyli się tu wysadzania różnych konstrukcji. Potem obiekt przydał się i polskim saperom. Jak opowiadał mi emerytowany ppłk WP Jan Zapatyński, szkolenia odbywały się tu jeszcze w latach 70. Wtedy były jeszcze stalowe i drewniane przęsła, później je rozkradziono. Drogę między mostami pokrywały różne rodzaje nawierzchni. Były też tory kolejowe z rozjazdem, żeby saperzy nauczyli się wysadzać drogi i koleje. Mosty nie są wpisane do ewidencji zabytków, ale postoją wieki - beton jest nie do ruszenia.
contentmap_plugin