Kulmowa Joanna z domu Cichocka (1928–2018)
Biogram w trakcie opracowywania.
Informacje do biogramu zostały zebrane w ramach projektu „Szczecin – Ludzie Kultury w naszej pamięci” i zostaną przeanalizowane i uzupełnione na stronie najpóźniej do 20 listopada 2026 roku.

Joanna Maria Kulmowa (z domu Cichocka) – poetka, autorka utworów dramatycznych i książek dla dzieci, tłumaczka. Swoje utwory podpisywała również nazwiskami: Cichocka i Marian Marzec.
Fot. Henryk Bietkowski, lata 50.
DATA i MIEJSCE URODZENIA: 25.03.1928 r., Łódź
DATA i MIEJSCE ŚMIERCI: 17.06.2018 r., Warszawa
MATKA: Wanda z domu Landsberg. Po wojnie pracowała jako pracownik biurowy, około 1951 roku jako tłumaczka w centrali handlowej. W 1945 roku młoda Joanna miała 17 lat. Po latach wspominała ten czas słowami: „Mama pracuje w jakimś biurze, haruje za pięć groszy, bo zależy jej przede wszystkim na prawie do książeczki ubezpieczeniowej i innych pracowniczych łakoci. Zapach lęku przed zdychaniem pod płotem, siarczany zapaszek pierwszych socjalistycznych łgarstw.
OJCIEC: Alfred Cichocki, dyplomowany księgowy. Został rozstrzelany przez Niemców w 1943 roku pod Broszkowem. Jak wynika z późniejszych relacji samej Joanny Kulmowej, bezpośrednią przyczyną schwytania i rozstrzelania jej ojca był donos, po którym został potajemnie pochowany nocą pod murem cmentarza przez lokalnego proboszcza i organistę. Broszków to wieś w województwie mazowieckim, w powiecie siedleckim, w gminie Kotuń (ok. 12 km od Siedlec).

Fotografia rodziny Adama Lejba vel Aleksandra Landsberga (1859–1928) i jego żony Lai (1862–1928) z Tomaszowa Mazowieckiego wykonana najprawdopodobniej w 1921 roku w ogrodzie przed domem przy ul. Gustownej 46. W pierwszym rzędzie siedzą córki: Helena, Julia, Wanda, Janina, Henryka oraz synowe: Maria z córką Elżbietą, Jadwiga z d. Landau i Celina – żona Władysława Landsberga. W drugim rzędzie (od lewej): jako drugi stoi Marcel Landsberg, trzymający prawą rękę na ramieniu żony Marii (z d. Sachs), która trzyma na rękach córkę Annę. Czwarty od lewej stoi Alfred Cichocki. Przed Alfredem Cichockim siedzi jego żona Wanda z Landsbergów (rodzice Joanny Kulmowej). W tym rzędzie stoi również Wilhelm Wolf Landau (mąż Idy z Landsbergów), a jako drugi od prawej – Władysław Landsberg.
WUJEK: Prof. Czesław Wallis. Joanna Kulmowa pisała o nim we wspomnieniach: „Troszkę pomaga wujek, ma prywatną praktykę lekarską, lecz i dwie dość przedwojenne córki, od których wydaję mu się rozsądniejsza – aż do dnia, kiedy oświadczam, że czuję się w gruncie rzeczy Modrzejewską, jeśli nie Sarą Bernhardt. »Moje dziecko, to przerażające, ani fizycznie, ani psychicznie nie wytrzymasz w teatrze, jesteś nerwowa, przeczulona, masz anemię, no i mrugasz! Mrugasz, ty zbyt późny owocu spróchniałej gałęzi. Kto widział aktorkę z tikiem!«”. Zmarł na zawał serca na przełomie 1950 i 1951 roku. Po latach wspominała: „zmogły go intrygi w szpitalu i na uczelni, nie nacieszył się nawet spóźnioną profesurą”.
RODZEŃSTWO:
ZWIĄZEK MAŁŻEŃSKI: w 1952 roku w Łodzi
MĄŻ: Jan Kulma (1924–2019) – reżyser teatralny i telewizyjny, muzyk i filozof oraz żołnierz Armii Krajowej i uczestnik powstania warszawskiego
O swoim zamążpójściu pisała po latach: „Z kronik królewskich: księżniczka Joanna Maria poślubiła rycerza Jana, zatrudnionego dla niepoznaki w dyrekcji teatrów lalkowych. Przyjęcie weselne dla obu dostojnych matek i dostojnej ciotki odbyło się w pokoju o dwóch łóżkach, przy muzyce tartacznej piły. Menu: rosół z kury, kura z rosołu ze śliwkami i kompot ze śliwek. Młodzi dostali w posagu starą kołdrę z demobilu i dwie poduszki, wśród których żyli długo i szczęśliwie.”
DZIECI - RODZINA STRUMIAŃSKA
Kulmowie nie mieli dzieci, ale stworzyli rodzinną więź z młodzieżą – „siostrzeńcami i siostrzenicami”, którzy nazywali ich „ciocią i wujkiem”. Gdy w 1961 roku zamieszkali w leśniczówce w Strumianach, niczego nie planowali. Wszystko zaczęło się od niewinnego kłamstwa miejscowej dziewczynki, Ewy Sierszyckiej, która w czasie dziecięcej włóczęgi po Puszczy często zaglądała do leśniczówki. Joanna Kulmowa opisywała małą Ewę w swoich książkach wspomnieniowych – przede wszystkim w „Strumiańskim wędrowaniu” oraz „Ciułaniu siebie” – jako istotę na wpół dziką, stanowiącą integralną część puszczańskiego krajobrazu. Po latach Ewa zdała do Liceum Plastycznego w Szczecinie, w którym opowiadała o swoim „wujostwie” z puszczy. Zafascynowani uczniowie postanowili przyjechać do Strumian, wołając od progu: „Dzień dobry ciociu, dzień dobry wujku!”. Kulmowie podjęli grę z ogromnym poczuciem humoru. Szkolna mistyfikacja dała początek pierwszemu pokoleniu „siostrzeńców”. Lata mijały, a do grupy dołączały kolejne roczniki młodych ludzi – w tym m.in. Wojciech Wysocki, Anna Januszewska z mężem Grzegorzem Młudzikiem czy Alicja Węgorzewska.
Relacja ta przetrwała dekady dzięki systemowi wychowawczemu, zwanemu żartobliwie przez Kulmów „Fakultetem Strumiańskim”, opierającemu się na metodach dalekich od tradycyjnej szkoły teatralnej czy akademickiej. Jan Kulma (z wykształcenia filozof i reżyser operowy) oraz Joanna Kulmowa (poetka i autorka librett) stworzyli autorski zestaw zadań. Miały one na celu nie tylko szlifowanie rzemiosła, ale przede wszystkim budowanie odporności psychicznej, pokory i intelektualnej niezależności młodego artysty.
Obejmowały one m.in.:
Trening intelektualny: dyskusje filozoficzne i naukę logiki prowadzone przez Jana. Zadania te dotyczyły:
– Rozbijania tekstu na czynniki pierwsze: Jan uczył młodzież tzw. „myślenia strukturą”. Aktor musiał umieć rozrysować dramaturgię sceny jak wzór matematyczny.
– Obrony własnego zdania: Jan Kulma celowo prowokował dyskusje filozoficzne, w których stawiał absurdalne tezy. Zadaniem siostrzeńców było logiczne, spokojne i uargumentowane sprzeciwienie się Mistrzowi. Kto poddawał się bez walki lub reagował wyłącznie emocjami – przegrywał zadanie.
Pracę nad słowem: ćwiczenia wyobraźni i operowania głosem pod okiem Joanny:
– Mówienie wiersza do lasu: Siostrzeńcy byli wysyłani w głąb Puszczy Goleniowskiej z zadaniem recytowania poezji lub monologów dramatycznych... drzewom. Miało to na celu przełamanie barier intymności, naukę operowania głosem w otwartej przestrzeni oraz odnalezienie naturalnej, nieprzeintelektualizowanej ekspresji.
– Konkursy szybkiego rymowania: Kulmowa rzucała jedno słowo lub trudną frazę, a młodzi ludzie musieli natychmiast odpowiedzieć logicznym, poetyckim dwuwierszem. Ćwiczyło to refleks językowy niezbędny na scenie.
Opiekę na odległość: wsparcie oraz zadania listowne dla tych, którzy dostali się na studia, np.:
– Analiza psychologiczna postaci: Student nie mógł po prostu „nauczyć się roli”. Musiał napisać dla Kulmów drobiazgowe wypracowanie na temat motywacji bohatera – co jadł na śniadanie, jak spędził dzieciństwo, dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje.
– Pisanie listów w roli: Student musiał napisać do Joanny lub Jana list, będąc całkowicie „w skórze” odgrywanej przez siebie postaci (np. Kordiana czy Antygony). List musiał zachowywać język, epokę i emocjonalność bohatera.
Zadania fizyczno-bytowe („Praca u podstaw”): Kulmowie uważali, że wielka sztuka nie rodzi się z salonowego snobizmu:
– Rąbanie drewna i noszenie wody: Młodzi aktorzy (w tym Wojciech Wysocki) po przyjeździe ze Szczecina najpierw dostawali siekierę lub wiadra. Praca fizyczna miała uczyć pokory wobec prozy życia i niszczyć egoistyczne „gwiazdorstwo”.
– Obsługa wielkiego stołu: Wszyscy „siostrzeńcy” musieli wspólnie gotować, zmywać i dbać o porządek w leśniczówce. Kulmowie obserwowali ich zachowanie w grupie – brak zaangażowania w codzienne obowiązki potrafił zdyskwalifikować adepta z dalszych lekcji artystycznych.
Jan Kulma uważał, że współczesny artysta cierpi na brak logicznego myślenia, dlatego jego zadania narzucały intelektualny rygor. Wyzwania stawiane przez Joannę również bywały momentami surowe i wycieńczające psychicznie, lecz sprawiały, że wychowankowie Kulmów trafiali do profesjonalnych teatrów jako ludzie ukształtowani, odporni na krytykę i potrafiący myśleć samodzielnie.
MIEJSCA ZAMIESZKANIA: Łódź, Warszawa, Szczecin, Strumiany (od 1961 roku przez 35 lat mieszkali w leśniczówce, dla wielu „różowym domku”). W sierpniu 1996 roku podjęli decyzję o przeprowadzce do Warszawy. Powód dokładnie opisał Jan Kulma we wspomnieniach „Dykteryjki przedśmiertne”: „(...) tuż za płotem powstała hodowla norek. Otoczenie leśniczówki zaczęło nasycać się potwornym, mdłym smrodem mączki rybnej i odpadów zwierzęcych, którymi karmiono norki”.
MOJE MALUTKIE ŻYCIE
[W latach 70. lub 80.] Joanna Kulmowa napisała autobiografię pod tytułem „Moje malutkie życie”. To 22 strony kartek A4. Maszynopis urywa się bez podpisu, bez daty. Słuchając opowieści szczecinian, można o Joannie Kulmowej napisać obszerny biogram, ale tylko jej słowa najlepiej oddadzą atmosferę tego, co przeżywała. Krótkie fragmenty jej wypowiedzi zamieszczamy między akapitami. Cały maszynopis „Moje malutkie życie” jest dostępny w Zbiorach Specjalnych Książnicy Pomorskiej w Szczecinie.
„...Ja, Joanna, mam zadany taki temat, a przede mną pusta kartka, aż brudzić żal, a nade mną groźba ostatniego dzwonka, a naokoło porżnięte ławki, o Boże, znów te nagie okna, kwaśny smród ścierki do tablicy, ciemne korytarze i wstrętne ubikacje. Mam wykonać autobiografię, autooskarżenie, Selbstmord, samozagładę, autodafé »na podziw wasz, na śmiech i na wasze brawa«. No tak, należy się wam rozrywka w tych ponurych czasach, więc proszę bardzo, rozerwijcie mnie.
Chcecie, żebym pisała rzetelnie – macie rację, jak już się rozbierać, to do myszki na łopatce, żeby każdy mógł poznać, co ze mnie za podrzutek. Ale czy kto widział kiedy rzetelną autobiografię? Nie. Bo nikt poza masochistą lub głupolem nie będzie się wystawiał na ludożerstwo. Dlatego wszystkie autobiografie są nierzetelne, to właśnie ich szczerze autobiograficzna cecha, a i nade mną czuwa anioł stróż z mojej prywatnej obstawy, istota wycwaniona przez lata dwu-, trzy- i czterolicowości, wyspecjalizowana w dobieraniu mi gęby pod kolor okoliczności łagodzących. Zagadywanie przeto, że dam się rozerwać, było niecnym kłamstwem, dzięki czemu jestem na dobrej drodze do fałszerstwa, czyli pisania »Mojego malutkiego życia«.
…Mój pra-pra-pra był królem. Co, nieprawdopodobne? …Niech w umysłach czytelników pozostanie osad niepewności. Autobiografomania doskonała powinna, jak mówiłam, wprowadzać ludzi w błąd, …w ciemnościach i łkanie można wziąć za śmiech. Jestem zatem z familii niezgorszej, z rodu władców niedzielnych. Szkoda tylko, iż urodziłam się w czasach, kiedy improwizacja i fantazja przestały już być wyróżniane królewską pieczęcią. Urodziłam się w jednej trzeciej wieku dyktatur oświeconych, i to w sercu Łodzi, nie w porę więc i nie w miejscu comme il faut. Nie mogę jednak narzekać …dobre wróżki naszego niedzielnego rodu nachyliły się nade mną, dlatego lubię niedzielę i łóżko, z robotą zaś biję się zawzięcie przez całe moje m a l u t k i e życie …najchętniej przeto przebywam gdzie indziej i kiedy indziej, z czego właśnie biorą się wiersze i te różne takie.
Ale moje malutkie życie zaczęło się kilkanaście lat później, kiedy przestałam wierzyć w dobre wróżki i zrobiła się po nich luka, a przez tę lukę… pojawił się …wypełniacz luki po dobrej wierze, fanatyk sukcesu, urażona pycha, że nazwę cię zastępczo …mój Antypatyczny, wyznaczyłeś je [moje życie] – od grzechu pierworodnego aż po kres: po uwolnienie.
Obudziło go uczucie dojmującej pustki. »Chcą mnie wpędzić w kompleks« – pomyślał. Dźwignął się wreszcie. Napił się wody z kranu. W kuchni nie było dla niego ani kawałka chleba. »Wojna nerwów« – pomyślał. Narzucił płaszcz. Zbiegł po schodach. Plac przed domem był kompletnie pusty. »Bojkotują mnie« – pomyślał. Wrócił do pustej bramy, na wymarłą klatkę schodową. Wszedł do mieszkania, ze złością trzasnął drzwiami. Żadnej reakcji. »Oni mnie jeszcze zauważą« – pomyślał. Stanął przed lustrem. Spojrzał. Przeszyło go uczucie dojmującej pustki; w lustrze nie było nikogo”.
Dzięki czemu obok tytułu „Moje malutkie życie” mogę dać ów obiecujący podtytuł: „Od narodzin do śmierci"...
DZIECIŃSTWO, NAUKA I PRACA
Joanna Kulmowa (z domu Cichocka) dzieciństwo spędziła w Łodzi. W latach 30. rozpoczęła naukę w renomowanym, prywatnym kompleksie edukacyjnym prowadzonym przez Janinę Waszczyńską przy al. Kościuszki 71, mieszczącym zarówno szkołę powszechną, jak i gimnazjum. Placówka ta miała w mieście status kultowej i była powszechnie nazywana „gimnazjum pani Waszczyńskiej” lub po prostu „siódemką”.
W 1939 roku, po wybuchu wojny, rodzina została wysiedlona przez Niemców. Przez jakiś czas mieszkali w Warszawie, potem w Milanówku. Naukę na poziomie gimnazjalnym (w wieku 12–16 lat) realizowała na tajnych kompletach.
Zaraz po wojnie, w 1945 roku, rodzina powróciła do Łodzi. 17-letnia wówczas Kulmowa wróciła do swojej ukochanej „siódemki”, by nadrabiać zaległości i formalnie ukończyć edukację średnią. W 1946 roku szkoła została upaństwowiona przez nowe władze i przekształcona w VII Państwowe Gimnazjum i Liceum Żeńskie w Łodzi. W 1947 roku Joanna uzyskała maturę typu humanistycznego. Rodzina była wtedy w trudnej sytuacji materialnej. Po latach Kulmowa wspominała, że mama musiała pisać do szkoły usprawiedliwienia:
„Do Pani Wychowawczyni klasy czwartej Gimnazjum Nr 7: Szanowna Pani! Córka moja, Joanna, zmuszona była opuścić dwa dni z powodu braku butów...”
Joanna Kulmowa tak zapamiętała ten powojenny czas:
„...pokój w kołchozowym mieszkaniu, zimne okno balkonowe zasłaniane na noc pospinanym agrafkami granatowym kocem, za oknem śpiew tartacznej piły. Dymiący piec, dwa łóżka… buty, w których pędzono mnie w czasie powstania do Pruszkowa, są już dziurawe jak rzeszoto, chodzę więc po części boso, a tu śnieg z deszczem zamienia się na łódzkich chodnikach w mokrą breję. Wreszcie moja pani redaktorka daje mi stare kalosze”.
Opisana wyżej „pani redaktorka” to Jadwiga Koszutska, naczelna „Przyjaciela” – pierwszego po wojnie pisemka dla dzieci, w którym Joanna Cichocka zadebiutowała swoimi wierszami już w 1945 roku, w wieku 17 lat. Tak po latach wspominała ten moment:
„Twórczością poetycką? Pisuję te dyrdymały już od dziesięciu lat, wreszcie znobilitowano mnie drukiem – powinno by to wystarczyć mojej siedemnastoletniej ambicji”.
Chodziła po ulicy Piotrkowskiej razem z ówczesnymi wielkimi postaciami polskiego teatru – mistrzami sceny jak Aleksander Zelwerowicz, Karol Adwentowicz, Jacek Woszczerowicz czy Józef Węgrzyn. Bywała w tych samych kultowych łódzkich kawiarniach i lokalach co oni: w Moksie, Marago, Fraszce, Honoratce, Grand Hotelu, na piętrze Savoyu oraz w literackim Klubie Pickwicka. Chodziła również na spotkania aktorskie do pałacyku Poznańskich przy ul. Gdańskiej – w dawnym majątku Oserów, gdzie wówczas mieścił się Instytut Teatralny. Tam obserwowała Juliusza Osterwę. Podpatrywała wybitnych artystów, wyczekując momentu, w którym to oni zwrócą na nią uwagę:
„...Co mi tam wiersze w pismach, co mi klub młodych pisarzy w zimnej jadalni mecenasa Moszkowskiego, nawet kochana pani Koszutska w kąt idzie, razem z kaloszami... A nie! Bo w kaloszach biegam do teatru… do Teatru Wojska Polskiego… na »Krakowiaków i górali«, na »Wesele«, na »Wielkanoc« Otwinowskiego, na »Noce gniewu« Armanda Salacrou. I wreszcie na »Elektrę«, cudowną »Elektrę« Giraudoux czy też raczej Wiercińskiego, który wyreżyserował ją dla mnie, specjalnie chyba dla mnie... Fascynujący Woszczer jako bóg-żebrak, okrutne dzieci-Eumenidy, wspaniale mroźna Klitemnestra Zofii Małynicz – i aktor najważniejszy... Metafizyka robi do mnie oko ze sceny: »chodź, chodź! już mi nie ujdziesz!«”.
Swoją przygodę ze szkołą teatralną rozpoczęła od porady u Andrzeja Łapickiego, na którą udała się w związku z konkursem międzygimnazjalnym. Za namową polonistki zgłosiła się z okolicznościowym utworem zamiast przygotowanego wcześniej Słowackiego. Skończyło się rozczarowaniem – nie rozpoznano w niej wielkiego talentu na miarę Heleny Modrzejewskiej:
„...pan artysta Łapicki każe pracować wyobraźnią i mówić plastycznie, a oczy jego są znużone i senne, a ja jestem drzazgą za paznokciem białych jego dłoni, a jakże drzazga może mówić plastycznie, i z wyobraźnią, i z tym »ełkł«, i jeszcze tak trochę przez nos, górnie i chmurnie. Więc na dziesięć punktowanych przez jury miejsc nie ma miejsca dla mnie. …Zaplanowałeś to, Antypatyczny, wiedziałeś, jak będzie bolało i proponujesz eto kataplazm, podsuwając myśl o zemście: będę aktorką. Modrzejewską będę. Żebyście płakali i mówili, bijąc się w piersi: »Jak mogliśmy aż tak się pomylić, tak ją skrzywdzić!« O, ludzie, ludzie, gdybyście nie popełnili wówczas tego grzechu, nie musielibyście oglądać mnie później na scenie…”.
Kiedy wujek zniechęcał ją do aktorstwa, punktując jej tikanie, „Antypatyczny” podpowiadał:
„...twardziel jesteśmy, osioł uparty jesteśmy. Jako demon cudów negatywnych w treści, a socjalistycznych w formie pomagasz mi opanować bez reszty mruganie (stąd mrugam psychicznie, tik został zepchnięty do podświadomości) i popychasz mnie lekko, lecz nieodwołalnie w stronę krętej dróżki nad przepaścią…”.
Kulmowa rozpoczęła studia z twardym postanowieniem: „...nie będę aktorką, będę reżyserem…”. Ponieważ na reżyserię przyjmowano wówczas jedynie absolwentów studiów humanistycznych lub aktorskich, złożyła papiery na historię sztuki na Uniwersytecie Łódzkim oraz na Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Łodzi i w obu szkołach zdała egzaminy wstępne. Na studiach z historii sztuki pojawiała się jednak sporadycznie, skupiając całą uwagę na szkole aktorskiej, gdzie początkowo uczyła się jako wolna słuchaczka – mogła jedynie przyglądać się próbom i z daleka obserwować m.in. Józefa Węgrzyna czy Władysława Hańczę.
W tym samym czasie opuściła Klub Młodej Literatury, nie chcąc opowiadać się ani po stronie środowisk katolickich, ani marksistowskich. Zerwała również współpracę z czasopismami dla dzieci „Przyjaciel” i „Świerszczyk”, odmawiając pisania wierszy o charakterze dydaktyczno-propagandowym. Córka pani Jadwigi Koszutskiej nazwała ją „krzaczkiem przydrożnym". Wokół niej skupiło się wówczas grono młodych twórców i artystów, wśród których byli m.in. Marian Ośniałowski, Roman Kamiński oraz Urszula Sadowska.
„...Porzucam uniwerek, zaprzepaszczam wizję asystentury u wujka Wallisa, niweczę nadzieję rodziny…”.
Na Uniwersytecie Łódzkim studiowała historię sztuki tylko przez rok, po czym złożyła egzamin na drugi rok wydziału aktorskiego w PWST w Łodzi. Została przyjęta, ale ponownie na pierwszy rok:
„...nie umarłam wówczas ze wstydu. Jeżeli się zatoczyłam, to tylko dlatego, że nie spodziewłam się takiego policzka: ja, która przeskakiwałam po kilka lat gimnazjum! My, którzy braliśmy lekko bariery egzaminów konkursowych! Ja! My, Antypatyczny! Zacisnąć zęby. Pracować wściekle. Podpatrywać, naśladować, kraść. Nie mieć czasu na nic poza aktorstwem. Dowieść im wszystkim, że są ignorantami…”.
„...Trzy lata ślepej, głuchej harówki. Więc prawie nie spostrzegłam, że po salonie Piotrkowskiej przechadzała się już całkiem inna historia… Oganiałam się od niej… Co mnie, wielką artystkę, obchodzić mogły deklaracje i programy, dyrektywy i odstępstwa. Lecz fala pochodu i krzaczkom indyferentnym nadłamać umie gałązki. Już zaczynałam płacić pierwsze odsetki od migania się i zamykania oczu, od wlizywania się i podkłamywania. Podaj palec, a wnet chwycą cię za pięść żylastą. Powoli przestawałam być samą sobą, stawałam się trybikiem maszyny zwanej szkołą aktorską, ustawiano mnie, włączano, uruchamiano na otwartych ciężarówkach, wożąc z poezją do mas: »Pługi na zachód! Węgiel dla Gdańska! Żeby okrzepła. Żeby wyrosła. Własna, robocza – a nie znów pańska...«”.
Mimo wewnętrznych oporów aktywnie występowała na wydarzeniach politycznych i studenckich. Przełomowym momentem okazała się sytuacja, gdy jeden z widzów po występie poprosił ją, aby nigdy więcej nie recytowała pacyfistycznego wiersza Juliana Tuwima „Do prostego człowieka”. Zmieniła więc repertuar i zaczęła recytować utwory Władimira Majakowskiego – „Lewą marsz” oraz „Dobrze” w przekładzie Artura Sandauera.
W grudniu 1948 roku, podczas zimowego obozu studenckiego w Czerniawie-Zdroju, doszło do konfrontacji z władzami uczelni. Zdziwiona brakiem zorganizowanej Wigilii, zainicjowała wspólne świętowanie: zebrała grupę kolegów przy fortepianie i zaczęła śpiewać z nimi kolędy. Wywołało to natychmiastową reakcję i krytykę ze strony kierownictwa, a z konsekwencji ideologicznych próbowała się tłumaczyć, odwołując się do polskiej tradycji narodowej i muzyki Fryderyka Chopina (wskazując na wykorzystanie motywu kolędy w jego Scherzu h-moll).
„...I oto jestem w pokoju, którego ciemne boazerie i skórzane fotele wskazują na to, że przed wojną kapitalista ćmił tutaj cygaro, wartość dodatkową robotniczego potu. Nie wiedziałam, że serce potrafi znaleźć się w gardle. Nie takiego poznania się na mnie oczekiwałam… - Czy ty jesteś wnuczką obszarnika? O b s z a r n i k ? Co za pomysł? Daję najświętsze słowo honoru, że nie … żyję zatem nadal moim życiem w sztuce, czy w jej przedsionku raczej. Zapadam się w ciepły klajster ustępstw i łgarstw. Recytuję z ciężarówki "Lewą marsz" i "Sylwestra Marosza". W nagrodę za brak feudalnego dziadka dostaję prezesurę koła artystycznego /nikt nie chce tego robić, bo i tak padamy na pysk ze zmęczenia/, ubijam pianę fałszu, robię budujące inscenizacje, jedziemy nawet do Warszawy ze "Słowem o Stalinie", które wykrzykujemy ze schodów Muzeum Narodowego, echowo i monumentalnie. Uczę się tego meta-języka, gromkiego jak pusty garnek i cymbał brzmiący, atoli samokrytyki złożyć w nim nie chcę, wciąż jestem krzaczkiem zielonym i niezrzeszonym, co utrudnia mi zaczepienie się po studiach w miejscu zamieszkania. … mam być przesadzona do prowincjonalnej doniczki, podczas gdy dzielni zetempowcy rozlokowani będą po łódzkich teatrach. Wyniki w nauce mam bardzo dobre, … ale cóż to znaczy wobec ludzi świadomych politycznie!”
Mimo tych ustępstw stanowczo odmawiała wstąpienia do organizacji młodzieżowej (ZMP) oraz złożenia oficjalnej samokrytyki. W tym trudnym okresie zmarł na zawał jej wujek, zmagający się z intrygami na uczelni i w szpitalu. Sama Kulmowa była wówczas całkowicie pochłonięta egzaminami końcowymi oraz staraniami o etat w Teatrze Powszechnym w Łodzi, gdzie odbywała aspiranturę.
Na zawodowej scenie zadebiutowała rolą Lokatorki (trującej się zapałkami) w „Moralności pani Dulskiej” w reżyserii Jadwigi Chojnackiej. W Teatrze Powszechnym w Łodzi trafiła pod skrzydła dyrektorki i reżyserki Jadwigi Chojnackiej (zwanej „Dziunią”). Kulmowa asystowała jej przy reżyserii: opracowywała egzemplarze sztuk, prowadziła próby oraz pilnowała przebiegu przedstawień, za co zespół teatralny posądzał ją o donosicielstwo. Choć relacja z Chojnacką była trudna i pełna manipulacji, Kulmowa przyznawała po latach, że to właśnie od niej nauczyła się rzetelnego, pozbawionego fałszu rzemiosła aktorskiego.
„Ach, ta pani profesor! ... Sęk jednak w tym, że nigdy nie wiadomo, w kogo ta urodzona aktorka wciela się właśnie w życiu prywatnym: czy gra przyjazną duszę, czy pryncypialną ciotkę rewolucji […] czy mistrza, co kocha, lecz tresuje ostro swojego czeladnika…”.
Wpływy dyrektorki okazały się jednak brzemienne w skutkach. Za jej namową Kulmowa uległa presji politycznej i zgłosiła swoją kandydaturę do ZMP. W tym samym czasie postanowiła zdawać na Wydział Reżyserii do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Gdy złożyła tam wymagana pracę egzaminacyjną, reakcja Chojnackiej była natychmiastowa – odebrała Kulmowej etat. Dyplom uzyskała w 1952 roku i znalazła się bez pracy i bez środków do życia, utrzymując się głównie ze sprzedaży książek z domowej biblioteczki.
„– Co? – syczy alter ego. – Ustąpić? Teraz, kiedy uznali twoją wstępną pracę reżyserską? Kiedy wzywają na egzamin ustny? Axerem będziesz! Schillerem! Udowodnij! Pchaj się. Łokcie na boki, frazes w gębę, odbić się od siebie. Skacz wyżej, głupia ..."
Mimo trudnej sytuacji finansowej i braku etatu nie poddała się: przystąpiła do egzaminów wstępnych na Wydział Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie (mieszczącej się przy ul. Miodowej). Przed komisją, w której zasiadali m.in. Erwin Axer, Bohdan Korzeniewski, Jan Kreczmar i Edmund Wierciński, zaprezentowała swobodną postawę i pomyślnie zdała egzamin, o czym poinformował ją dziekan.
„... czekało się na egzamin w kiszce korytarza, wśród wyszarzałych paniuś w okularach, wśród licytujących się mędrków, wśród hucpowatych niewydarzeńców z dobrych rodzin, mnóstwo takich klei się do reżyserii. ... Przed wysoką komisją /Axer, Korzeniewski, Kreczmar i Wierciński – Wierciński!/ siedzi teraz Joanna, udając towarzyski acz pełen respektu luz. Wydział Reżyserii pod rządami Korzeniewskiego ma opinię niezdobytej twierdzy, która wpuszcza w swoje mury pięciu na stu. ...”
W 1952 roku wyszła za mąż za reżysera Jana Kulmę. Początkowy okres warszawski przyniósł Kulmowie i jej mężowi Janowi skrajne ubóstwo i ciągłe trudności mieszkaniowe. Borykali się z brakiem stałego lokum. Po krótkim pobycie w akademikach, zamieszkali w baraku u ciotki przy ul. Parkowej. Gdy teren ten przeznaczono pod budowę ambasady radzieckiej, zostali stamtąd wyeksmitowani. Z pomocą przyszedł im major Żytyński, udostępniając na miesiąc pokój córki. Rozpoczął się dla nich okres wielokrotnych przeprowadzek i tułaczki po warszawskich lokalach.
Jako asystentka Erwina Axera w Teatrze Współczesnym Kulmowa angażowała się w prace nad spektaklami (m.in. „Domkiem z kart” Zegadłowicza). Jednak brak stabilizacji i problemy finansowe nie ustępowały. Jan Kulm został obłożony tzw. wilczym biletem. Trudną sytuację materialną pogłębiała odmowa druku utworów poetki przez redakcje – po publikacji krytycznego wiersza „Pozytywni” w „Szpilkach” (za co redaktor Mitzner stracił stanowisko) oraz po atakach prasowych w „Trybunie Ludu” (gdzie autor podpisany jako „Widz” zarzucał jej wrogie postawy), kolejne wydawnictwa zwracały jej teksty i odmawiały współpracy.
Fragment wiersza „Pozytywni” Joanny Kulmowej Wiersz (ze Szpilek): „Nie jestem wzór. Nie jestem spiż. Po prostu głupio mi, że myślę.”
W tym czasie Kulmowie blisko zaprzyjaźnili się ze Stanisławem Jerzym Lecem, z którym spędzali czas w warszawskich kawiarniach oraz w jego mieszkaniu w Pruszkowie. Wspólnie stworzyli program satyryczny „Widelec” (odwołujący się w nazwie do nawiązania vide-Lec) zaprezentowany w kawiarni MDM, jednak kabaret szybko zamknięto z przyczyn politycznych.
Fragment wiersza „JESTEM” Joanny Kulmowej: „Ja wcale nie wiem, kim jestem, lecz sobie z tego drwię – no nie? Bo chociaż nie wiem, kim JESTEM, to za to wiem, kim NIE. Ale świat zmienia się ciągle, nie ma dziś, czego wczoraj nie było: wczoraj nie byłam orłem, dzisiaj nie jestem kobyłą."
Starania o dyplom reżyserski Kulmowej również napotkały przeszkody. Wyjechała do Koszalina, gdzie wyreżyserowała „Cyrulika sewilskiego” Beaumarchais’go. Na spektaklu dyplomowym zjawili się Ryszard Bardini i Kazimierz Rudzki, jednak egzaminatorzy nie uznali pokazu za wystarczający do przyznania dyplomu.
Fragment wiersza „NADZIEJA” Joanny Kulmowej: „... urągać będą tobie, źli. I błotem, i śniegiem w twarz: "To twoje idee, masz! Co? Lepią się od krwi? Patrzcie, jeszcze jej nie dość! Patrzcie jak śmiesznie ucieka! No, papugo, powtórz swoje credo: WIERZĘ, WIERZĘ, WIERZĘ W CZŁOWIEKA! A gdy legniesz, zgoniona, w rowie, to o zmierzchu czerwonego dnia ten, w którego wierzyłaś – człowiek – przyjdzie, będzie mówił: "To ja". "Ucisz serce, zielony liść. Niechaj mówią co chcą, niech się śmieją. Ja – nie umiem bez ciebie żyć, MATKO GŁUPICH, moja matko – Nadziejo."
Przełom nastąpił po wydarzeniach październikowych 1956 roku. Wraz z polityczną odwilżą zaginęły dawne teczki personalne Kulmów, co pozwoliło Janowi na podjęcie pracy w radiu i telewizji. Kulmowie zrealizowali także m.in. spektakl „La serva padrona” Pergolesiego na Scenie Kameralnej przy Filharmonii (w przekładzie Leca). Po publikacji w „Szpilkach” wiersza „Po piątej eksmisji” (który wywołał odzew m.in. Kazimiery Iłłakowiczówny), dzięki interwencji i wparciu, przydzielono małżeństwu oraz matce Jana pokój z kuchnią w centrum Warszawy.
Wiersz „Po piątej eksmisji”: „Skończą się ciągłe interwencje, nie trzeba już płakać przed nikim. Sam premier krzyknie: – Znaleźć miejsce! Znajdą miejsce. Nad miejscem słowiki. I transport zapewnią, i to, i owo – z poparciem najwyższych komisji. Nareszcie! Nareszcie grób nad głową! ... Aż do następnej eksmisji.”
List od Iłły: „Łaskawa koleżanko, z prawdziwym zachwytem przeczytałam Pani utwór o kimś, kto nie dopuszczony do mieszkania w Warszawie przynajmniej "kupił" sobie grób na Powązkach, bo ja to właśnie zrobiłam d. 4.II.57 /kwatera 81, rząd 3, nr. 24/. Z serdecznym uznaniem, Kazimiera Iłłakowiczówna.”
Maszynopis „Moje malutkie życie” kończy się na 22 stronie — tekst sprawia wrażenie, jakby miała po nim następować strona 23, która albo zaginęła, albo nigdy nie została napisana. Na kilku ostanich stronach Kulmowa miesza realne wydarzenia ze swojego życia z przełomu lat 50. i 60. (odrzucanie jej wierszy przez redakcje „Nowej Kultury” czy „Twórczości”, rozmowy ze Stanisławem Jerzym Lecem w kawiarni) z fikcyjnymi losami klaczy Leokadii. Pierwsza edycja „Wio, Leokadio!” ukazała się w 1965 roku, a autorka w maszynopisie określa tę książkę jako znaną „powieść dla dzieci i nie dzieci”, więc maszynopis powstał najpewniej w latach 70. lub 80. (gdy książka miała już status kultowej i doczekała się kolejnych wznowień).

Joanna Kulmowa podpisuje egzemplarze swoich książek. Szczecin, Dni Oświaty, Książki i Prasy, 5 maja 1966. Fot. Zenon Dmochowski

Joanna Kulmowa i Jan Papuga oraz nierozpoznany mężczyzna z lewej strony. Fot. Stefan Cieślak. Źródło: Zbiory Specjalne Książnicy Pomorskiej w Szczecinie
Po 1956 roku twórczość Kulmowej również spotykała się z krytyką ze strony aparatu państwowego. W reakcji na jej wiersze i utwory satyryczne zarzucano jej krytykanctwo (m.in. na łamach „Nowej Kultury” czy „Twórczości”). Mimo przeciwności kontynuowała pracę pisarską i poetycką, a nawet rozwijała swoją działalność artystyczną m.in. w Telewizji Warszawskiej oraz na Scenie Kameralnej Filharmonii Narodowej, gdzie współpracowała ze swoim mężem, Janem Kulmą. W 1959 roku została przyjęta do Związku Literatów Polskich.
W 1961 roku Kulmowie zamieszkali w „różowym domku” – leśniczówce w Strumianach w Puszczy Goleniowskiej, gdzie spędzili 35 lat. W sierpniu 1996 roku uciążliwa farma, która powstała w sąsiedztwie, zmusiła ich do opuszczenia Strumian i przeprowadzki do Warszawy.

Joanna Kulmowa napisała monolog radiowy pt. „Jak ten dym”, który zgłosiła na konkurs pod godłem „Polaczek”. U góry pierwszej strony znajdują się dopisane ołówkiem uwagi członka komisji konkursowej lub redaktora Polskiego Radia Szczecin: „Napisane b. dobrze, lecz motyw znany / migracje 1940-45. Za wąska perspektywa na czołowe nagrody. A szkoda, bo dobre, choć może trochę przegadane, możliwe skróty, szczególnie epizodów radzieckich”. Rozgłośnia Polskiego Radia w Szczecinie wyemitowała to premierowe słuchowisko (w reżyserii Władysława Dewoyno i wykonaniu Zbigniewa Witkowskiego) w 1967 roku.
W latach 1961–1974 aktywnie uczestniczyli w pracach Kolegium Artystycznego Sceny Kameralnej Filharmonii Narodowej (późniejszej Warszawskiej Opery Kameralnej).
W grudniu 1981 roku Joanna Kulmowa wzięła udział jako delegatka w Kongresie Kultury Polskiej.
W latach 1982–1987 wspólnie z mężem zorganizowała i prowadziła dziecięcy zespół teatralny, który występował w kościołach w kilkunastu miastach (m.in. w Warszawie podczas Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w 1985 roku).

Jan Kulma przy pojeździe Velorex i nierozpoznana (przez nas) kobieta, Strumiany, lata 60. Fot. Marek Biczyk
(Velorex – czechosłowacka marka pojazdów mechanicznych o bardzo prostej konstrukcji produkowanych w latach 1945–1973 z części i podzespołów motocykli marki DKW i Jawa. Najmocniejszy Velorex Oskar posiadał jednocylindrowy silnik motocyklowy Jawa o pojemności 250 cm3. Jednostka generowała moc 9 KM przy 4250 obr./min.)

Joanna i Jan Kulmowie, Strumiany, lata 60. Fot. Marek Biczyk

Puszcza Goleniowska, niedaleko Strumian. Widok z mostu nad rzeką Iną - między Bącznikiem a Łęskiem, pod lasem wieża widokowa, fot. SNW, 22.05.2020 r.

Joanna Kulmowa, Strumiany, lata 70. Fot. Marek Biczyk. Źródło: Zbiory Specjalne Książnicy Pomorskiej w Szczecinie

Pyrzyce, Święto prasy, maj 1975 rok, SP nr 3, fot. Stefan Cieślak. Źródło: Zbiory Specjalne Książnicy Pomorskiej w Szczecinie
Joanna Kulmowa na festynie z okazji Międzynarodowego Roku Dziecka, 10.06.1979 r. Fot. Autor nieznany
TWÓRCZOŚĆ
Twórczość Joanny Kulmowej cechuje wrażliwość na muzyczność i rytm słowa, połączenie dziecięcej wrażliwości z dojrzałą mądrością życiową i poczuciem humoru oraz głębokie zakorzenienie w naturze (zwłaszcza w okresie życia w Strumianach w Puszczy Goleniowskiej). Pisała o wierze i człowieczeństwie: „Wierzysz w Boga – powiadasz. Lecz będąc w potrzebie, czy nie modlisz się raczej, by On uwierzył w ciebie?” oraz o dojrzałości i utracie wrażliwości: „Świat jest cudem – od kamyków do zarośli, z którego dorośli wyrośli”. Na jej dorobek składa się:
Poezja dla dorosłych: ponad 20 tomików (m.in. Fatum na zakręcie [1957], Cykuta, Jonasz czyli miara epoki, Suplement mój, a po 1990 r. m.in.: Misterium na Zepsurowie, Radość pisania, Gorejący wiech, Cicho jak skarga, Wiersze mojemu mężowi, Moje psalmy).
Poezja dla dzieci: ponad 30 tomików (m.in. Co piszczy w trawie [1961], Wiersze dla Kaji, Moje próżnowanie, Zagapienie [Książka Roku IBBY 1990], a po 1990 r. m.in.: Dębołki, Błękit dymu, Królowa Zmierzchu, Kulmowa dzieciom).
Proza: kilkanaście powieści i zbiorów baśni (m.in. Wio, Leokadio!, Stacja Nigdy W Życiu, Serce jak złoty gołąb [Premio Europeo 1985], a po 1990 r. m.in.: Bajki skrzydlate, powieści autobiograficzne Trzy czwarte do śmierci oraz Gdyby koń o wampirze).
Dramaturgia i teatr: blisko 30 sztuk – wystawianych w teatrach i kościołach (m.in. Karmaniola, Wielki Mały Król, Arka imć pana Noego) oraz publikowanych na łamach prasy (Kain).
Formy telewizyjne i radiowe: ok. 20 pozycji – w tym widowiska TV (Misterium męki człowieczej) oraz liczne słuchowiska radiowe (Realny byt).
Przekłady i piosenki: libretta operowe tłumaczone z 6 języków (utwory Mozarta, Verdiego, Rossiniego) oraz piosenki do spektakli teatralnych i filmów.
Obecność międzynarodowa: utwory publikowane w licznych czasopismach, antologiach krajowych i zagranicznych oraz tłumaczone na co najmniej 5 języków (niemiecki, rosyjski, francuski, czeski, węgierski).

Tomik poetycki „Błękit” z rysunkami autorki wydany nakładem Książnicy Pomorskiej w Szczecinie w 1990 roku

W Zbiorach Specjalnych Książnicy Pomorskiej znajduje się spory zbiór aniołków szkiców narysowanych przez Joannę Kulmową na kalce technicznej i opisanych na maszynie do pisania, fot. 2026, SNW
WYDAWNICTWA:
Wydawnictwa, które publikowały jej wiersze, opowiadania, powieści oraz tomiki poetyckie na przestrzeni kilku dekad: Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Literatura, Media Rodzina, Wydawnictwo Dwie Siostry, Państwowy Instytut Wydawniczy (PIW), Czytelnik, Iskry, Wydawnictwo Poznańskie, Wydawnictwo Warstwy i Książnica Pomorska w Szczecinie, która opublikowała tomiki poetyckie: – Błękit (1990) z rysunkami aniołków autorki; – Wewnątrz snów (1993); – Kradzione (1998); – Psalm toastu (1998) wydany z okazji 70. rocznicy urodzin Joanny Kulmowej oraz wydawnictwa poświęcone twórczości J. Kulmowej: – Joanna Kulmowa. Biobibliografia . Oprac. Hanna Niedbał (1993); – Dziecko i jego światy w poezji dla dzieci . Red. Urszula Chęcińska. [Materiały z sesji naukowej poświęconej w części J. Kulmowej] (1994); – Pytel–Kapanowska Halina : Zakon we dwoje [Opowieść biograficzna o J. J. Kulmach] (1995).
ODZNACZENIA I WYRÓŻNIENIA:
Odznaczenia państwowe i resortowe: Order Orła Białego (2018), Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, Order Uśmiechu (2000), Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi, Gryf Pomorski, Medal Komisji Edukacji Narodowej, Medal Korczakowski oraz Medal Pamiątkowy „Naszej Księgarni”.
Nagrody literackie i artystyczne (ponad 30): m.in. Nagroda Prezesa Rady Ministrów za całokształt (1977), Nagroda Prezydenta RP za twórczość dla dzieci i młodzieży, Premio Europeo di Letteratura Giovanile, Złote Koziołki, ZŁOTY EXLIBRISE Książnicy Pomorskiej (dawniej Książnica Szczecińska): w 1979 r. – za powieść dla dzieci „Wio Leokadio!”; w 1985 r. – z okazji 40-lecia bibliotekarstwa na Pomorzu Zachodnim za szczególny dorobek literacki; 1988 – za „Wiersze wybrane 1954-1979”; w 1993 r. – z okazji 65. rocznicy urodzin; w 1996 r. – z okazji jubileuszu 50-lecia pracy twórczej oraz Nagroda Kultury Niezależnej „Solidarności”.
OSTATNIE MIEJSCE SPOCZYNKU: Zmarła 17 czerwca 2018 roku w Warszawie. Została pochowana 21 czerwca 2018 roku na Cmentarz Wolskim w Warszawie, kwatera 48, rząd 1, miejsce: 23-25A (w dokumentacji harcerskiej również oznaczane jako 22-24a).
UPAMIĘTNIENIA:
– 2018 – Sala w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego przy ul. Tarczyńskiego 1 imienia Joanny i Jana Kulmów. Joannę Kulmową i jej męża łączyła wyjątkowa więź. „Siostrzenice i siostrzeńcy” odwiedzający ich w Strumianach nieraz słyszeli od Jana słowa, że żona pracuje i nie wolno jej przeszkadzać. Jan chronił przestrzeń twórczą Joanny, a ona odpłacała mu tym samym – pracowali często nad wspólnymi projektami, ale równie mocno wspierali indywidualną twórczość współmałżonka. Ich nierozłączność znajduje odzwierciedlenie także w pamięci o nich. Sala w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego przy ul. Tarczyńskiego 1 otrzymała imię obojga małżonków.

W zbiorach Książnicy Pomorskiej w Szczecinie znajduje się zaproszenie na jej uroczyste otwarcie, które odbyło się 13 grudnia 2018 roku. Widnieje na nim rysunek Jerzego Dudy-Gracza oraz napis: KULMOWIE.
– 2026 – „SZCZECIN – LUDZIE KULTURY w naszej pamięci” – wystawa plenerowa w Bramie Głównej Cmentarza Centralnego w Szczecinie oraz e-wystawa. Realizacja projektu: Stowarzyszenie Nasze Wycieczki. Redakcja 31 biogramów oraz cyfrowa rekonstrukcja archiwalnych fotografii: Żaneta Maciejowska i Rafał Witkowski. Finansowanie: z 1,5% podatku przekazanego Stowarzyszeniu Nasze Wycieczki oraz z Małej Dotacji Gminy Miasto Szczecin – Wydziału Kultury. Źródła: Materiały tekstowe, archiwalne fotografie oraz aktualne zdjęcia pochodzą ze zbiorów instytucji kultury i archiwum Stowarzyszenia Nasze Wycieczki. Wszystkim serdecznie dziękujemy za pomoc w realizacji projektu.




